sobota, 13 grudnia 2014

Najniebezpieczniejsze wydarzenie w moim życiu

  Piszę tego posta, żeby trochę ochłonąć. Wczoraj wieczorem przyjechałam z Berlina (będzie o tym jeszcze kiedyś). Obudziłam się ok 9:00, zjadłam śniadanie pooglądałam Dzień Dobry TVN. Normalny przyjemny poranek. Mojemu psu zachciało się wyjść na spacer, a ja miałam ochotę więc ubrałam się i poszłam. Szliśmy sobie spokojnie alejką do tego przeznaczoną, gdy nagle nie wiadomo skąd pojawił się wielki pies. Wiele razy już zdarzały mi się takie sytuacje, ale zawsze sobie jakoś radziłam (dałam rade odgonić). Tym razem- jak się zapewne domyślacie- było inaczej. Moja Saba jest suczką i chyba zaczynała jej się cieczka, a ów pies chyba to wyczuł. Był bardzo nachalny, nie reagował na moje krzyki i nieudolne odganiania, Saba była wystraszona i się za mną chowała, a ja stałam mu na drodze do niej. Posadziłam Sabę na ławce i nagle nie wiadomo czemu piej uciekł. Uf! Byłyśmy bardzo roztrzęsione więc siedziałyśmy trochę przytulone na ławce uspokajając się nawzajem. Poszłyśmy na dalszy spacer, jak gdyby nigdy nic.



Myślicie, ze to koniec? Nic bardziej mylnego- to dopiero był początek.





Doszłyśmy do końca alejki i zawróciłyśmy inną drogą w stronę domu. Wzięło mnie tak jakoś na śpiewanie i nuciłam sobie piosenkę z Kosogłosa- "The hanging tree". Ironia, że akurat ją. Wróćmy do tego co się wydarzyło dalej. Jesteśmy już obok domu, ale spacer był dość krótki, była idealna temperatura więc spacerowaliśmy dalej- przed siebie. Doszłyśmy do placu zabaw obok szkoły podstawowej (obok jest początek nieszczęsnej alejki spacerowej). Dwójka dzieci bawiło się na karuzeli. Poza nimi żywej duszy. Jak myślicie co się stało? Tak, spotkaliśmy Tego psa. Od razu nas zauważył. Czym prędzej wzięłam Sabę na ręce i weszłam na ławkę. Pies podbiegł i skoczył na nią dwoma łapami, a że był naprawdę gigantyczny dosięgał mi do pasa (ja stoję na ławce więc wyobraźcie to sobie). Nie dało się go nijak odgonić.

Obok mnie przeszła jakaś młoda pani- nawet nie spojrzała w moim kierunku. Za chwilę zza rogu wyszedł pan z małym czarnym psem kundelkiem, który miał może z 50 lat (pan, nie pies). Byłam bliska płaczu- pies dalej na mnie skakał, trzymałam Sabę wysoko i bolały mnie ręce, dzieci z karuzeli próbowały zawołać psa, naprawdę się martwiły czy mi się nic nie stanie. Krzyknęłam do pana, czy mógłby mi pomóc. Popatrzał na mnie dziwnie i zmienił kierunek(oczywiście nie w moją stronę). Pies na chwilę odszedł ode mnie i pobiegł do czarnego kundelka, a pan powiedział "Nawet nie próbuj tu podchodzić" i czary-mary piec odszedł. Podejrzewam że kundelek był samcem, dlatego się nim nie zainteresował. Jednak skorzystałam z tej chwil nieuwagi psa (sytuacja trwała może kilka sekund). Postawiłam Sabę na ziemię i pobiegłam w stronę domu jak najszybciej mogłam. Zerknęłam do tyłu i pies zaczął nas gonić! Deptał nam po piętach więc intuicyjnie wskoczyłam za żywopłot (nie był gęsty, ani "cały"- były to bardziej krzaki posadzone w równych odstępach). Pies skręcił razem z nami i tak kilka razy- musiało to dziwnie wyglądać, ale naprawdę była to kwestia kilku sekund. Nagle zauważyłam, że nie jest już za nami tylko na trawniku za moim blokiem, obok żywopłotu. Schyliłam się za krzakami i czekałam aż się trochę oddali. Zrobił kilka kroków dalej i pobiegłam szybciej niż kiedykolwiek w życiu. Podejrzewam, ze gdyby było to na ocenę dostałabym 7 :) Do drzwi klatki schodowej nie było daleko, może z 10-15 metrów. W głowie przeleciało mi w czasie tych kilku sekund kilka myśli:

1. Jeśli nas złapie to koniec.
2. Wolę żeby mnie pogryzł niż zrobił coś Sabie.
3. Błagam, żeby drzwi były otwarte.

 Na szczęście były otwarte, a raczej przymknięte, ale nie zatrzaśnięte. Szybko wbiegłam do środka, zatrzasnęłam je i pobiegłam na pierwsze piętro, bo było tam wielkie okno. Dostałam zawału serca gdy zobaczyłam psa pod naszym blokiem. Ale byłyśmy bezpieczne. Musiałam usiąść na parapecie, bo bym zemdlała. Gdy weszłam do domu adrenalina wygrała i po prostu się popłakałam. Wszystko opowiedziałam mamie i zrobiło mi się tak słabo, że prawie zasnęłam- na szczęście 5 kostek czekolady mnie uratowało.

Dalej trzęsą mi się ręce, ale cieszę się, że mogę się tym z wami podzielić.  Teraz czuję jakbym grała w jakimś filmie akcji- tyle się wydarzyło w ciągu może 2 minut.

Co wy byście zrobili na moim miejscu?


25 komentarzy:

  1. O jeju:( Tyle dobrze ,że to się dobrze skończyło!
    Obserwuje:)

    hope-for-dreams.blogspot.com- KLIK

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałbym to zobaczyć :D

    OdpowiedzUsuń
  3. jej, teraz bałabym się wychodzić na tę alejkę ;/ dobrze, że wszystko dobrze się skończyło
    Zapraszam do mnie, może wspólna obserwacja?;) Zacznij, a na pewno się odwdzięczę
    Mój blog-klik

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny blog .Zapraszam do mnie :
    http://mybeautifulsecretlife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Współczuję sytuacji. Na pewno musiałaś nieźle najeść się strachu. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło :)

    Pozdrawiam :)
    http://perypetieoliwii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Rany, to musiało być straszne. Nie wiem co ja bym zrobiła na twoim miejscu, pewnie to co ty-czyli szaleńcza ucieczka. Dobrze ze nic Wam nie jest!
    http://to-moimzdaniem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Masakra . ja się takimi psami nie interesuje. Biorę mojego psa na ręcę i ide . tak moim zdaniem jest najlepiej . Ignorancja - to działa !

    http://Fidanzataa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie bym tak zrobiła, ale on na mnie skakał więc daleko bym nie zaszła :)

      Usuń
  8. O rany, ja chyba bym zamarła ze strachu!
    Współczuję Ci.

    Pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam do mnie! ♡
    kochacznaczyblogowac.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie jestem w stanie powiedzieć co zrobiłabym na twoim miejscu. Okropnie się boje psów, ponieważ kiedyś w mojej miejscowości (a mieszkam w małej miejscowości) i koedyś psy zagryzły panią na śmierć, w sumie można powiedzieć, że ją zjadły (chcesz to dam Ci link do reportarzu) a poza tym wiele ich tu biega.
    wolaniekukulki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O boże! Ja bym się bała wychodzić. Kojarzy mi się to z filmem Czarnobyl, bo tam też były złe owczarki niemieckie, hihi.

      Usuń
  10. Ludzie są naprawdę chamscy, żeby obrócić się dupą w takiej sytuacji....jejku, ale mnie wciągnęłaś, tak ciekawie wszystko opowiadasz! Ja byłam w nieco innej sytuacji jak miałam 6-7 lat-mieszkaliśmy w bloku i nasz pies (mieszaniec z huskym, dość duży) nie miał akurat kolczatki, tylko obroże, a jak miał obroże, to nie mogłam go doszarpać do domu, a sama z nim wyszłam na spacer, no i tak mnie ciągał, ja się wywaliłam z nim na schodach i ryczałam, a jakiś facet sobie wyszedł z pieskiem i mnie zlał. Fajni ludzie chodzą po tej planecie:))) daje OBS ;*

    mój blog--klik ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiejsza cywilizacja schodzi na... PSY. Taka tam gra słów ;)

      Usuń
  11. współczuję. Biedny piesek :< ale ludzie jeuż przesadzają :<
    Może wpadiesz i poklikasz w linki choies ? Proszę ♥
    Zapraszam : http://karolinaaa-karolinaaa.blogspot.com/2014/12/choices.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Przynajmniej wszystko skończyło się dobrze.
    nataa-liiaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam nadzieje ze nic zlego dalej sie nie stalo
    http://teenluxy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Biedny piesek :C , fajne ma imię <3 zapraszam http://karolinaalandrynka17.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Biedny. Szkoda mi go.

    Pozdrawiam :*
    http://alittle-me.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej, nominowałam Cię do Liebster Blog Award
    Tutaj znajdziesz pytania: http://to-moimzdaniem.blogspot.com/2014/12/liebster-blog-award.html
    Powodzenia :D

    OdpowiedzUsuń
  17. O ja ;< współczuję sytuacji! Dobrze, że Tobie ani Sabie nic się nie stało :)

    NOWY POST NA FABRYCE MIĘTY KLIK! :))

    OdpowiedzUsuń
  18. Łoo,ale sytuacja! Musiałaś być mega przerażona. Ja jak widzę jakiegoś psa mojego dżekiego (Yorka) od razu biorę na ręce. Na szczęście nigdy mnie nic takiego nie spotkało, oby i u ciebie to był ostatni raz :) Jak to czytałam bardzo się bałam co będzie dalej xd

    Julajulia.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej! Twój blog został nominowany do Liebster Blog Award! :) Pytania niedługo znajdziesz na blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobrze że nic się nie stało tobie i pieskowi nic się nie stało.Zapraszam do mnie;)

    http://ama404.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń